„Мне бы в небо”, CZYLI LENINGRAD W GDYNI

Swego czasu na ulicy Długiej w Gdańsku działało kino o nazwie będącej symbolem wdzięczności dla bratniego narodu radzieckiego za wyzwolenie Polski spod okupacji hitlerowskiej oraz za przyłączenie odwiecznie piastowskiego Gdańska do macierzy. Nazwa ta to „Leningrad”. Po przemianach 1989 roku zmieniono nazwę kina na „Neptun”.

Wydawać by się mogło, że powrót Leningradu do Trójmiasta pod jakąkolwiek postacią nie będzie mile widziany. Jednakże przed paroma tygodniami mieliśmy do czynienia z sytuacją wręcz odwrotną – polskich rusofilów zelektryzowała wiadomość o występie na Pomorzu jednej z najbardziej wyrazistych rosyjskich grup muzycznych o nazwie, jakżeby inaczej, Leningrad (lub też Ленинград we wschodniosłowiańskim alfabecie). Tym razem pojawienie się w Trójmieście byłego określenia na „północną stolicę Rosji” było więcej niż pożądane.

Recenzję koncertu zespołu LENINGRAD, który odbył się w Gdyni 27 lipca 2008 roku, specjalnie dla Was przygotował jedyny w swoim rodzaju Maciek Zborowski:

Zespół był gwiazdą trzeciego, ostatniego dnia gdyńskiego festiwalu kultur świata Globaltica. Dnia 27 lipca br., w pięknych nadmorskich plenerach gdyńskiej dzielnicy Kolibki, zespołem rozgrzewającym publiczność przed występem gwiazdy z Sankt Petersburga były Strachy na Lachy. Złośliwi powiedzieliby, że jaki zespół, taka rozgrzewka. Tym niemniej koncert Grabaża i spółki można było, przy dużej dozie dobrej woli, potraktować jako okazję do rozciągnięcia mięśni przed gwoździem programu. Wśród publiczności co rusz słychać było słowo „Leningrad” odmieniane przez wszystkie siedem przypadków, którymi polszczyzna dysponuje, a gdzieniegdzie na ustach gości festiwalu pojawiały się tytuły piosenek grupy poprzedzone zwrotem „z****iście byłoby, gdyby zagrali…”.

I wreszcie, kilka minut po dziewiątej wieczorem, rosyjscy muzycy nie tyle weszli, co wtargnęli na scenę. I wtedy się zaczęło. Piętnastoosobowy kolektyw rozszalał się na dobre. Na pierwszy ogień poszły utwory z najnowszej płyty zespołu – „Аврора”, jak np. МДМ (będące skrótem od „Музыка для мужика”), Паганини, ИТД, Ремонт czy też Кислотный DJ. A potem już usłyszeliśmy to, za co Leningrad uwielbiamy: Я – твой ковбой, Алкоголик, Колбаса-любовь, 007, День рождения, Группа крови, Терминатор, Bсе это РЕЙВ, Полные карманы, Мне бы в небо, Дачники, Свобода, że też pozwolę sobie na wymienienie zaledwie kilku z zaprezentowanych kompozycji.

Na scenie widoczne były trzy dominanty. Pierwszą był, oczywiście, Sznur, czyli Siergiej Sznurow – główny wokal i charyzmatyczny frontman grupy ze swym pijacko zachrypniętym, ale jednocześnie niesamowicie mocnym, głosem. Oko męskiej części publiczności cieszył jedyny żeński pierwiastek w grupie – prześliczna Julia Kogan, odpowiedzialna, po pierwsze, za kuszące tańce w sukieneczce, która więcej odsłaniała, niż zasłaniała oraz, po drugie, za chórki. Natomiast swego rodzaju maskotką grupy, która czyniła spustoszenie w centralnej części sceny, był Stas Borecki – osobnik o ponadprzeciętnych gabarytach, którego plastyczność twarzy kilkakrotnie przekraczała ogólnoludzką średnią. I te niezapomniane, wybitnie jednoznaczne gesty w jego wykonaniu…

Przez cały koncert publiczność po części pogowała, po części skakała, po części gibała się w rytm płynących ze sceny dźwięków. Jednakże to, co mnie urzekło, to znajomość tekstów wśród słuchaczy koncertu (szacowana przeze mnie średnia wieku to 27) – prawie wszystkie kawałki wykonywane były przy wtórze gromkich śpiewów publiki! I jak tu twierdzić, że Polacy są rusofobami?

Zespół niewątpliwie czuł niesamowitą energię przekazywaną przez słuchaczy, co znalazło swe odzwierciedlenie w trzech (sic!) bisach. Czasami zastanawiam się, czy lepsza pracę na rzecz zbliżenia się narodów wykonuje kilkoro artystów, czy też wszystkie ambasady i konsulaty razem wzięte…

Ponadto, teksty zespołu, nawet na koncercie o tak intensywnym ładunku energii, jak opisywany gdyński, są w stanie pobudzić odbiorcę do refleksji. Sam jestem świadkiem, jak na twarzach stojących naokoło mnie ludzi pojawiał się gorzki grymas, gdy Julia śpiewała ironiczne wersy „Тебе повезло, ты не такой, как все – ты работаешь в офисе”.

Z innych ciekawostek, które mnie zastanawiają: koncert był transmitowany na żywo przez radiową Trójkę. W radiostacjach publicznych, jak wiadomo, przekleństwa nie są mile widziane. Ciekawi mnie więc, jak sobie poradzono w eterze chociażby z refrenem następującej treści: „Хуй! Хуй! Хуй!”, skandowanym zarówno przez zespół, jak i kilkutysięczną publiczność?

Reasumując – koncert ze wszech miar udany. Więcej takich poprosimy! Эх, раз, еще раз, еще много, много раз!

Maciek Zborowski, zborek@mail.ru

Zdjęcia pochodzą ze strony http://www.radioaktywne.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=599&Itemid=4

Wcześniej na http://www.muzykarosyjska.pl – wpisz „Leningrad” w wyszukiwarce w prawym górnym rogu strony.

Reklamy

1 komentarz

  1. […] “Мне бы в небо”, CZYLI LENINGRAD W GDYNI […]


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • PARTNERZY:

  • Gazeta rosyjska
  • Sierpień 2008
    Pon W Śr C Pt S N
    « Lip   Wrz »
     123
    45678910
    11121314151617
    18192021222324
    25262728293031