JAK BYŁO NA KONCERCIE DDT?

Prawdziwe święto fanów rosyjskiego rocka! Warszawski koncert kultowego zespołu DDT był niezwykle spontaniczny i żywiołowy. Juri Shevchuk, lider zespołu, na początku pojawił się na scenie sam. Publiczność przywitała go gromkimi oklaskami. Setki osób, w oczekiwaniu na koncert skandowały „D-D-T”. I wreszcie doczekaliśmy się. Shevchuk, jakby na prośbę fanów, rozpoczął od kilku dobrze znanych przebojów, między innymi nieśmiertelnej „Posliedniej osieni’” . Wykonał ją solo, akompaniując sobie na gitarze. Zaraz potem przywitał się z publicznością- „Widzę, że zebrało się tu dużo fajnych ludzi. My chyba też jesteśmy nieźli”. No i wtedy już na dobre rozpoczęła się niezła zabawa. Emocje rosły. DDT wykonało kilka nowszych utworów. Obok muzyki publiczność zachwycały kolorowe światła, projekcje video i oryginalne choreografie w wykonaniu samego Shevchuka. Potem przyszedł czas na spełnianie życzeń publiczności. Lider zapytał jakie piosenki chcemy usłyszeć- nowe czy stare. Oczywiście wygrały stare, dobrze znane przeboje. Usłyszeliśmy „Rodine”, „Dozhd’” czy „Gospod nas uvazhaet”. Czytaj dalej

  • PARTNERZY:

  • Gazeta rosyjska
  • Październik 2010
    Pon W Śr Czw Pt S N
    « Wrz   List »
     123
    45678910
    11121314151617
    18192021222324
    25262728293031