TAŃCZĄCA EURYDYKA – WSPOMNIENIA O ANNIE GERMAN

Anna German (1936-1982), piosenkarka, kompozytorka, niezapomniana interpretatorka lirycznych przebojów, wśród których największą popularność zdobyły „Tańczące Eurydyki”, Człowieczy los, „Być może” i „Bal u Posejdona”. Anna German to posiadaczka głosu o niepowtarzalnej barwie. Głosu, za którym tęsknią miliony słuchaczy w Polsce, we Włoszech, w Japonii i krajach byłego Związku Radzieckiego.

Oto fragment wstępu ciekawej pozycji na polskim rynku wydawniczym: „Tańcząca Eurydyka – wspomnienia o Annie German” pod redakcją Marioli Pryzwan. Dzięki uprzejmości Państwowego Instytutu Wydawniczego, czytelnicy muzykarosyjska.pl mają możliwość przeczytania fragmentu książki – Anna German we wspomnieniach swojego męża – Zbigniewa Tucholskiego. Zapraszamy! 

ZBIGNIEW TUCHOLSKI

Swoją przyszłą żonę poznałem w 1960 roku, w czasie służbowego wyjazdu do Wrocławia. Byłem wtedy asystentem w Katedrze Metaloznawstwa Politechniki Warszawskiej, u profesora Kornela Wesołowskiego, który przyjaźnił się z profesorem Marianem Mazurem z Wrocławia. Profesor Mazur, wybitny fizyk, w czasie wojny szef służb meteorologicznych RAF w Anglii, po powrocie do kraju utworzył Zakład Niskich Temperatur przy Polskiej Akademii Nauk. Profesorowie nawiązali współpracę, a ja czasem bywałem łącznikiem pomiędzy nimi.

Pewnego razu do odjazdu pociągu do Warszawy zostało mi jeszcze trochę czasu. Postanowiłem wykorzystać go pożytecznie, a że było wczesne lato i było gorąco, pojechałem na pływalnię. Aby nie tracić czasu w szatni, rozebrałem się obok basenu i zacząłem się rozglądać, komu oddać swoje rzeczy pod opiekę. O dziwo, nie było dużo ludzi. Może był to okres egzaminów… Wtem zobaczyłem wysoką pannę zbliżającą się do wejściowej bramki. Wywarła na mnie duże wrażenie.

Ulokowała się na koronie basenu olimpijskiego, rozłożyła koc i zaczęła czytać książkę. Podręcznik do geologii, jak się potem okazało. Położyłem obok niej swoje rzeczy, poprosiłem, żeby zechciała zaopiekować się nimi do czasu, gdy wyjdę z wody, i przeprosiłem za kłopot. Po pół godzinie skończyłem pływać i, nie chcą nadużywać grzeczności nieznajomej, wdrapałem się na górę, podziękowałem i ośmielony zacząłem rozmowę.

Ania, jak się wkrótce dowiedziałem, była studentką ostatniego roku geologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Jednocześnie śpiewała w teatrze studenckim Kalambur i czasami wyjeżdżała na koncerty organizowane przez Estradę Wrocławską. Zostałem zaproszony na jeden z nich – jeśli znalazłbym się w pobliżu trasy koncertowej. Wymieniliśmy także adresy. Potem musieliśmy przerwać naszą dość ożywioną rozmowę, bo czas naglił. W pociągu czas szybko upłynął mi na rozmyślaniach. Później niestety moje zajęcia na uczelni nie pozwoliły mi znaleźć się we właściwym czasie w okolicach Wrocławia.

Pierwszy raz usłyszałem śpiewającą Anię dopiero w czasie wizyty u moich rodziców w Warszawie. W domu był dobry instrument, bo moja młodsza siostra Sława była studentką konserwatorium w klasie fortepianu, więc Ania mogła sobie akompaniować. Zaśpiewała kilka włoskich piosenkę, gdyż nie miała jeszcze wówczas własnego repertuaru. Swym przepięknym śpiewem zrobiła na rodzicach, na siostrze, a szczególnie na mnie ogromne wrażenie. Zupełnie swobodnie posługiwała się głosem o niepowtarzalnej barwie. Przechodziła z piano do forte, a zwłaszcza z forte do piano w niezwykle płynny sposób.

Tymi naturalnymi warunkami głosowymi Anny zauroczony był profesor Tadeusz Ochlewski, który twierdził, że w ten sposób śpiewano dawniej dzieła operowa, i namawiał ją później, już po wypadku we Włoszech, do zaśpiewania opery Domecico Scarlattiego „Tetyda na Skyros” z akompaniamentem jego zespołu Con moto ma cantabile.

Głos Ani, połączony z bogactwem serca i duszy, sprawia, że piosenki wykonywane przez nią nabierają głębokiego znaczenia. Umiejętność tworzenia nastroju, wrodzona delikatność usposobienia, intuicja i wiele innych przymiotów (których jako profan nie staram się nawet opisać) łączą się w szczególną całość. Wiele wykonywanych przez Anię utworów ma niezwykłą, emocjonalną wymowę. Taką piosenką jest „A kiedy wszystko zgaśnie”, z muzyką Kasi Gartner i słowami Joanny Kulmowej.

„A kiedy wszystko zgaśnie”

Nie myślałem, że ktoś poza mną tak bardzo lubi ten utwór, tymczasem kiedyś pani Danuta Żelichowska powiedziała mi, że właśnie tę pieśń ceni szczególnie wysoko. Wspomnę jeszcze „Być może” ze słowami Stanisława Ryszarda Dobrowolskiego i „Noc nad Mekongiem” ze słowami Leonida Teligi. Niezwykle przejmujące są jej ostatnie dokonania – skomponowanie i domowe nagranie Psalmu 23, „Hymnu o miłości” świętego Pawła i modlitwy „Ojcze nasz”.

„Być Może”


Ania urodziła się w Urgenczu, w Uzbekistanie i dziecięce lata, kiedy szczególnie mocno chłonie się kulturę, spędziła w Azji Środkowej. W szkole uczyła się rosyjskiego, na podwórku uzbeckiego. Ze strony matki pochodziła do holenderskich menonitów Friesenów i Martensów. Ze strony ojca – od niemieckich ewangelików Hormanów. W domu mówiło się po fryzyjsku, rosyjsku i niemiecku.

W 1946 roku Ania wraz z matką i babką przyjechała do Polski. W nowej ojczyźnie poznawała i chłonęła naszą kulturę, zawierała przyjaźnie, uczyła się i studiowała. Swojemu polskiemu patriotyzmowi często dawała publicznie wyraz. Nie jedyny to przypadek w pięknej historii naszego kraju, kiedy ludzie z obcymi korzeniami okazywali się wspaniałymi polskimi patriotami.

Po wypadku samochodowym i długiej rehabilitacji Ania powróciła na estradę. Wydawało się, że już nic nie zakłóci jej dalszej pracy artystycznej. Stało się jednak inaczej – bardzo silny ból w trakcie koncertu w jednej z republik środkowoazjatyckich Związku Radzieckiego spowodował odwołanie trasy koncertowej. Powstrzymanie śmiertelnej choroby okazało się niemożliwe. Pomimo wysiłków lekarzy Ani nie udało się uratować. Zmarła w Warszawie 25 sierpnia 1982 roku.

Późną wiosną 1982 roku Ania przyjęła chrzest w Kościele Adwentystów Dnia Siódmego. Chrztu świętego udzielał emerytowany rektor seminarium duchownego w Podkowie Leśnej pastor Konstanty Bulli, asystował pastor Włodzimierz Pilch.

Kiedy Ania zmarła, ceremonię pogrzebową na Cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie prowadził przewodniczący Kościoła Adwentystów, pastor Stanisław Dąbrowski, a modlitwę „Ojcze nasz” nad grobem odmówił ksiądz Jan Twardowski. W ceremonii pogrzebowej uczestniczyły kilka tysięcy wiernych miłośników talentu Ani z kraju i z zagranicy, przyjaciele i rodzina.

Po wielu latach dokonania Ani nie zostały zapomniane – urządzane są różne imprezy wspomnieniowe i koncerty. W Zielonej Górze co roku odbywa się festiwal jej imienia. Powstają kluby miłośników, a niektóre ze znacznym dorobkiem, jak moskiewski, założony w 1996 roku przez czternastoletniego wówczas Iwana Iliczowa, dzięki któremu zbierane są cenne materiały i organizowane corocznie w lutym koncerty urodzinowe. W urządzaniu tych koncertów znaczący udział ma również Instytut Polski przy Ambasadzie RP w Moskwie. Kilka specjalnych audycji i dwa koncerty wspomnieniowe w 2001 roku przygotowali Danuta Żelechowska i Jan Zagozda z Programu I Polskiego Radia, w którym Ania nagrywała wiele piosenek.

Agnieszka Zajączkowska z Monachium prowadzi stronę internetową poświęconą Ani.

Nie można zapominać, jak bardzo działalność Ani przyczyniła się do rozsławienia kultury polskiej i rosyjskiej. W uznaniu wybitnych zasług dla kultury rosyjskiej 18 maja 2003 roku odbyły się w Moskwie uroczystości, w trakcie których – na mocy specjalnej uchwały władz Moskwy – przed salą koncertową Rosja, w której Ania wielokrotnie występowała, w alei osób zasłużonych dla kultury została umieszczona pod numerem siedemdziesiątym złota gwiazda z jej imieniem i nazwiskiem.

Zbigniew Tucholski

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

TAŃCZĄCA EURYDYKA
WSPOMNIENIA O ANNIE GERMAN

„Tańcząca Eurydyka” to zbiór wspomnień przyjaciół, znajomych i najbliższych Anny – jej matki i męża, przeplatany fragmentami biografii piosenkarki autorstwa rosyjskiego dziennikarza Aleksandra Żygariowa.

Zebrała i opracowała Mariola Pryzwan
Fragmenty książki „Anna German” Aleksandra Żygariowa
przełożyła z rosyjskiego Mariola Pryzwan
wydanie I, oprawa twarda, ilustracje czarno-białe, 208 s.

Śledzimy trudny i barwny „człowieczy los” Anny German: dzieciństwo spędzone w Uzbekistanie, młodość we Wrocławiu, początki kariery w Estradzie Wrocławskiej i Rzeszowskiej, sukcesy na festiwalach piosenki w Opolu i Sopocie, występy we Włoszech, a potem tragiczny wypadek, długą rehabilitację i powrót na scenę. Uwielbienie w Związku Radzieckim i… powolne odchodzenie w cień w Polsce.
O zdarzeniach tych opowiadają znani i popularni piosenkarze i muzycy, m.in.: Irena Santor, Maria Koterbska, Sława Przybylska, Krzysztof Cwynar, Andrzej Dąbrowski, Stefan Rachoń i Szymon Szurmiej.
Wspomnienia bogato ilustrowane unikatowymi fotografiami i dokumentami z prywatnego archiwum Zbigniewa Tucholskiego, męża piosenkarki.

ISBN 978-83-06-03156-0

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Dziękujemy Państwowemu Instytutowi Wydawniczemu za zgodę na publikację fragmentu książki oraz ufundowanie dwóch egzemplarzy książki dla czytelników muzykarosyjska.pl.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Reklamy

1 komentarz

  1. nie ma takich słów ona była jedyna i tak zostanie dodać można tylko dlaczego ,dlaczego za co ,nigdy nie zapomnę .


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • PARTNERZY:

  • Gazeta rosyjska
  • Listopad 2011
    Pon W Śr C Pt S N
    « Paźdź   Gru »
     123456
    78910111213
    14151617181920
    21222324252627
    282930